Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warszawa po 1944. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warszawa po 1944. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 sierpnia 2010

J. Twardowski „Powązki”

Nie chodzę tam by usłyszeć śpiew wilgi
popatrzeć jak mikołajek zakwita od dołu do góry
a cień depce po piętach
goniąc wiewiórkę ze śmiechem w ogonie
jak teściowe z zięciami porastają bluszczem
to nie duch ale pomnik straszy
jak czyjaś wielka sprawa zdechła zupełnie sama
choć przy nazwisku łazi robak
--- smutno żywych kochać ponad miarę
jak na grób Rydza --- Śmigłego opadają ciernie
chodzę dziwię się myślę przemilczam
ilu młodszych umarło ode mnie.

W. Dąbrowski „Imieniny Powązek”

Imieniny Powązek
starych i nowych, wojskowych
nietrudny obowiązek
świeczek stearynowych
Leżą zimne kamienie,
stajemy co kawałek.
Świeczek pełne kieszenie,
dwa pudełka zapałek...

wtorek, 10 sierpnia 2010

J. Brzechwa „Tak wiele się zmieniło”

Przyjeżdżam do Warszawy
Załatwić różne sprawy,
I wyznam całkiem szczerze
Wprost oczom swym nie wierzę:
Już gruzy się uprząta
Z każdego niemal kąta,
I jak fiołki wiosną
Wciąż nowe domy rosną,
I jeżdżą już tramwaje,
I most na Wiśle staje.
Tak wiele się zmieniło,
Że wprost popatrzeć miło.
(...) I jest w ogóle lepiej,
Dzień każdy serce krzepi.
Monopol Tytoniowy
Wprowadził cennik nowy,
Zapałki? Obiecanka
Cacanka. Była wzmianka,
Że tramwaj już stanieje,
I poczta, i koleje.
Rząd tępi spekulację,
To dobrze. Rząd ma rację
Pół darmo. Jednym słowem
Tak wiele się zmieniło,
Że wprost popatrzeć miło.
Toż samo - zagranica.
Świat Polską się zachwyca (...)
Nas obca prasa chwali,
Że owszem - i tak dalej,
I tylko Hemar wieszczy
Z Londynu na mnie wrzeszczy,
Żem marna jest osóbka,
A on - to ksiądz Skorupka.
Tak wiele się zmieniło.
Że wprost popatrzeć miło (...)

wtorek, 27 lipca 2010

K. Moczarski „Winda”

Ktokolwiek jesteś więźniu miły...
Z „lewa”, czy z „prawa”, czy też
z „środka”?.......................
Może ty z PAL-u, AL-u, AK?
A może ty jesteś komunista
Z tych dobrych sanacyjnych czasów?
Lub oenerowski faszysta?
A może tyś jest Rafał z lasu?
..................................
Ktokolwiek jesteś więźniu miły
- bądź pozdrowiony. Ściskam rękę.
Życzymy paczek, zdrowia, siły!
Zaśpiewaj czasem nam piosenkę.

E. Szemplińska „Prawdziwa ojczyzna”

My,
Pełni wściekłości i rozpaczy,
Myśmy myśleli:
W naszej prawdziwej ojczyźnie –
Inaczej - w ojczyźnie - gdzie sierp i młot.
- Jak teraz mamy płakać po Warszawie?
Jak żałować kawiarń, kościołów, zamku?
kiedy dla nas
tamta Polska
to Polska burżujów i drani,
oficerów, obszarników,
policjantów,
kiedy dla nas Warszawa,
to stolica krzywdy,
stolica terroru,
stolica bezprawia.

K. I. Gałczyński „Nowy Świat”

Kiedy wieczór gwiazdy porozwiesza,
a od Wisły dmuchnie lekki wiatr,
jest ulica z wszystkich najpiękniejsza,
to jest właśnie Nowy Świat -

Gdy przyjdzie noc,
płyną światła przez Nowy Świat,
ten nowy Nowy Świat,
nasza radość, nasz dom -

na modrym tle
leci biały pokoju ptak
i mocno rośnie tak
dzieło serca i rąk -

latarnie lśnią
jak słoneczniki,
Warszawa śpiewa w nas,
my dla niej i z nią -

Nowym Światem idą nowi ludzie,
tyle świateł taki piękny świat,
i ty ze mną, najpiękniejsza, pójdziesz
przez ten nowy Nowy Świat.

M. Piechal „Na budowę Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie”

Z dalekosiężnej
myśli odważnej
wzrasta potężne
drzewo przyjaźni.
Rośnie po wojnie,
tężeje w mury,
w przyjaźni pomnik
Pałac Kultury.

W. Młynarski „Jutro – Warszawa”

Te dziewczyny, co Powstanie świętowały,
O swych czynach opowiadać nie umiały.
Jeśli padły - padły cicho jak te kłosy,
Jeśli żyją - wplotą kwiaty w jasne włosy.
Te dziewczyny, co Powstanie świętowały,
W tamte dni we włosy kwiatów nie wplatały...
Jeśli padły - noszą dziś imiona sławy,
Jeśli żyją - to powrócą do Warszawy.

Warszawa przecież jest tam, gdzie była,
Do niej idziemy,
Wojna po świecie nas rozrzuciła,
Lecz się znajdziemy.
Potem do ziemi się pokłonimy
Brukom rozdartym
I zaśpiewamy, jak te dziewczyny
W '44 :
Że jeszcze przyjdzie czas odbudowy
I czas kochania,
Że ludzie dumnie podniosą głowy,
Dzień nowy wstanie
I świeżą barwą się zazieleni
W Łazienkach trawa.
Dzisiaj przed nami szmat obcej ziemi,
Jutro - Warszawa.

K. Iłłakowiczówna „Sławię cię, wielki wietrze...”

Nie lubiłam cię, Warszawo przedwojenna,
parafiańska, mieszczańska, kuchenna,
ondulowana, ale nie domyta,
nie lubiłam, i kwita.

Ciasno było, duszno, niemrawo,
mieszkać u ciebie, Warszawo.
Dziedzińce jak bieda – szyby, bez kwiatka,
ulice wąskie, w kratkę.

Na balkonach – trzepanie, w teatrach – ziewanie,
po suterynach – ludzie, w kawiarniach – panie,
a wszędzie nisko, wąsko i ciasno:
na Kruczej, na Dobrej, na Jasnej.

I wywiało mnie w obcość oschłą na górskim wydmuchu,
gdzie wiatr to w prawe, to znów w lewe gwizdał ucho,
gdzie rozległość bezdomna – była
głodna jak włóczęga, zimna jak mogiła.

A teraz jestem szczęśliwa,
bo po całej Warszawie wiatr głowę urywa.
Nie zasłonięte widzę Święty Krzyż i Grzybów,
to znowu z Mokotowa liczę w Wiśle ryby.
Wieje wielki prąd ulicami z Powiśla na Wolę,
głaszcze głowy posągów na każdym cokole.
Nie ma podwórzy. Po domowych placach
jaskółki śmigają jak race.

Sławię cię, wolna przestrzeni, szerokie przestworze, sławię,
sławię cię, wielki wietrze, wiejący po Warszawie.

J. Kaczmarski „Powiśle”

Szlag mnie trafia, psia mać, gdy pomyślę
Co zrobili z naszym Powiślem.
Dawnych kumpli nie znajdziesz tu już
Czy kto był charakterny, czy tchórz.

Zwinęli Wazelinę, Tapetę oraz Melę
I nalot na melinę - urządzili w noc.
Zamknęli Trzyczwartaka w tę samą niedzielę
Kwasiarza celę dali mu i koc.
Nie spotkasz na ulicy paciorka ni Jąkały
I Kaczor tatuaży swych nie pokaże ci.
Zapytaj Czarnej Mańki jak gliny pałowały
Jak Karalucha sprały aż do krwi.

Szlag mnie trafia, psia mać, gdy pomyślę
Co zrobili z naszym Powiślem.
Dawnych kumpli nie znajdziesz tu już
Czy kto był charakterny, czy tchórz.

Bełgota i Dziobusia nie ujrzysz już na oczy
I Rysio Kwadratowy spod budki z piwem znikł,
I budki z piwem nie ma, gdzie Benek mordę moczył
I gdzie Skarbeńko krawiec dawał szyk.
Nie marzy Mańka Zając o innym, lepszym życiu
I piegowatej Jadźki pod oficyną brak,
Szemrane towarzystwo dziś w jednym siedzi kiciu
I w celi pana Marka śpiewa tak:

Szlag mnie trafia, psia mać, gdy pomyślę
Co zrobili z naszym Powiślem.
Dawnych kumpli nie znajdziesz tu już
Czy kto był charakterny, czy tchórz.

J. Brzechwa „Nasza Warszawa”

Jeszcze trzymałem niańkę za kieckę,
Kiedy już byłem warszawskim dzieckiem.
Tu przeżywałem okres sztubacki,
Tu z dziewczętami miewałem schadzki,
Tu rymowałem pierwsze wyrazy,
Tu się żeniłem pierwsze trzy razy,
Tutaj przeżyłem bomby niemieckie -
Jestem - jak rzekłem - warszawskim dzieckiem.

Znam i pamiętam wszystkie zaułki,
Kocham ulice jak przyjaciółki,
Znam domy nowe i nowe bloki,
Które dachami prują obłoki,
Wisłę i mosty, i bruk warszawski,
Miasta mojego cienie i blaski.

Są różne piękne, wielkie stolice,
A ja Warszawą tylko się szczycę,
Tu mi jest dobrze, tu mi radośnie,
Gdy ona rośnie - serce mi rośnie,
I sam do siebie nieraz się śmieję,
Ze tak spełniła nasze nadzieje,
Że tak młodnieje i tak pięknieje.

Przed siedmiu laty myśl ta powstała,
Szła za nią ludzka wola wytrwała,
Trud bohaterski, twardy i znojny,
By z dna zagłady, by z grobu wojny
Dźwignąć Warszawę - nie tę sprzed września,
Lecz tę, o jakiej marzyć nikt nie śmiał.
I tak ją właśnie odbudowano:
Sercu najbliższą, umiłowaną.

Kiedy więc błądzę wśród ulic rojnych,
Wiem, że nie chcemy, nie chcemy wojny!
To nasza wspólna i ludzka sprawa -
Tak jak Warszawa. Nasza Warszawa!
Są burzyciele, którzy by po nią
Pragnęli sięgnąć zbrodniczą dłonią -
Musimy walczyć na każdym kroku
O nasze miasto. Walczyć o pokój!

Stara to prawda, lecz w niej się mieści
Tyle prawdziwej i żywej treści,
Tyle nadziei, tyle pragnienia,
Że słowo ?Pokój" dla nas się zmienia
W słowo ?Warszawa"! Z niego wyrasta
Przyszłość i szczęście naszego miasta.
Pokój - to nowe wielkie budowle,
To uśmiechnięte w wózku niemowlę,
Metro warszawskie. Zamek warszawski

I łabędź biały w Ogrodzie Saskim,
Nowe szpitale, kwiaty w Łazienkach,
Mądrość uczonych i ta piosenka,
Którą od rana słyszy się zewsząd,
I gwar przedszkoli, i śmiechy dziewcząt,
Jasne świetlice, ulice szersze,
Dworce i sklepy, rzeźby i wiersze,
Port na Żeraniu, Koło i Młynów,
Lasy rusztowań, lasy kominów
I dom przy domu, i blok przy bloku.
To jest Warszawa. I to jest pokój!

K. I. Gałczyński „Mariensztackie szaleństwo”

I
To jakaś mania, daję słowo
(czyżbym istotnie z byka spadł?),
bo każdą nocą księżycową
muszę odwiedzić Mariensztat.

Żadna mnie siła nie powstrzyma,
niechby sam premier! no to co?
I jeszcze chwila - już mnie ni ma.
Jak ptaszek lecę. OISEAU.

Ciotunia płacze i domowi
i wszyscy się pytają mnie:
- Co pan tam widzi, niech pan powi?
A ja im odpowiadam, że:

MARIENSZTAT TO MOJE NATCHNIENlE,
MARIENSZTAT TO DROGIE KAMIENIE,
NA MARlENSZTACIE WARSZAWĘ POZNACIE
PIĘKNIEJSZĄ NIŻ MARZENlE.

II
Więc kiedy księżyc w czwartej kwadrze
w kołysce nieba się przebudzi,
na Mariensztacie lubię patrzeć
na roześmiane twarze ludzi.

Kochane, złote warszawiany,
jakimż to polonezem idą!
Jak to się tłoczą u fontanny!
Ach, cóż za radość! Cóż za widok.

Inne radości też tu mamy
nie jestem w kobiet typie,
co chwila szepcą do mnie damy;
- To chyba śni się. Niech pan szczypie.

I nowy zegar się rozlega;
wprawdzie ta rzecz mnie trochę dziwi,
na diabła wmontowali zegar,
gdy tutaj wszyscy są szczęśliwi!

A o dwa kroki, tam gdzie zwisła
gwiezdną gałęzią noc sierpniowa,
majestatycznie jedzie Wisła,
ta polskich rzek dyrektorowa.

III
I tak wśród ślicznych ulic
chodzimy w srebrnych blaskach:
ja - stary noktambulik
i ona - noc warszawska.

I gdy oczy otworzę
dech mi w piersiach zapiera,
myślę sobie: a może
księżycowa chimera?

Ale nie! i o świcie
też się urok nie zmniejszy.
Mariensztat! Znakomicie!
Marierisztatl Najcudniejszy.

Mariensztat! Eech, w tym fachu
robota nieustanna:
spójrzcie: pałac Pod Blachą!
Kierbedź! i Święta Anna!

Więc ogłaszam: W TO LATO
AUTOR W NOCNE GODZINY
Z POWODU MARlENSZTATU
W INNYCH SPRAWACH NIECZYNNY.

J. Brzechwa „Dialog warszawski”

- Budownictwo nasze wzrasta,
Budujemy całe miasta,
Huty, mosty i kanały,
Przemysł wielki i wspaniały,
Przemysł drobny, terenowy -
Już o brakach nie ma mowy,
Czytujemy o tym wzmianki
W całej prasie...
- No, a szklanki?

- Potrzeb moc się zaspokaja,
Oto już staniały jaja,
Wyrabiamy większe spodnie,
By człek chodził w nich wygodnie;
Krzesła zdatne do siedzenia
I nożyki do golenia,
I to nie są obiecanki,
To są fakty!
- No, a szklanki?

- Rozszerzamy nasze plany -
Weźmy choćby przemysł szklany:
Szkło - surowiec znakomity -
Wytwarzamy szklane płyty,
Szklane włókno niezrównane,
Części maszyn, sprzęty szklane
I pończochy, i firanki,
Nawet domy!
- No, a szklanki?

- Trudno się dogadać z panem!
Przecież są nocniczki szklane,
Zdobne w piękne malowanki,
A pan tylko szklanki, szklanki...
 

Inna wersja

- Ech! Pan spłyca problem wszelki,
Piwo można pić z butelki
I jest lepsze, bo bez pianki,
A pan tylko - szklanki, szklanki...